• Wpisów:5
  • Średnio co: 174 dni
  • Ostatni wpis:2 lata temu, 18:11
  • Licznik odwiedzin:2 024 / 1046 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Hej!
Witam was znowu na tym pseudo-blogu z pseudo-opowiadaniem o następnej generacji w Harrym Potterze : )
Chciałam przeprosić zainteresowanych, jeżeli w ogóle tacy są, za moją długą nieobecność - byłam tu krócej niż mnie nie było, ale teraz postanawiam to zmienić. Najchętniej wyzerowałabym licznik odwiedzin z minionymi dniami, ale z tego co wiem to się tak nie da. Trudno, najwyżej dla mnie będę zaczynać od początku.
Chciałabym kontynuować tutaj to, co zaczęłam dokładnie 130 dni temu, a mianowicie: fanfic o kolejnym pokoleniu, o dzieciach naszych ulubionych bohaterów. Mam kolejne rozdziały przygotowane i wystarczy zrobić w nich korektę, aby wstawić do internetu, postaram się to zrobić dzisiaj, jednakże... nie wiem, czy jest jakikolwiek sens wstawiania tutaj moich "wypocin". Jeżeli tak, proszę o jakiś odzew, bo zdecydowanie lepiej się pisze z myślą, że ma się dla kogo pisać
M.

Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
zdecydowałam się pisać tutaj - szczerze to nie chce mi się zakładać blogspota czy innego bloga, wydaje mi się, że tutaj jest dobre miejsce na upublicznienie mojego "opowiadania" (:
________________________
Państwo Potter wyglądaliby na zupełnie normalną rodzinę, gdyby nie to, że mieszkali w niezwykłym miejscu. Było to miejsce zupełnie nie osiedlane przez Mugoli, w wiosce jednej z nie wielu, w której nie mieszkał ani jeden nie magiczny człowiek. Potterowie mieszkali w Dolinie Godryka w ładnym domu jednorodzinnym, mieli ogród, altanę i póki patrzyło się z daleka na prace pani Potter w ogrodzie wszystko wyglądało normalnie. Dopiero jak się podchodziło można było zauważyć, że sekator sam przycina przedłużone korzenie roślin a konewka sama podlewa grządki. Pan Potter również wyglądał na całkiem miłego i normalnego mężczyznę, mimo tej nie ładnej blizny na czole, której historię zna już cały świat czarodziei. Pan Potter bynajmniej nie naprawiał kranu kluczem czy nie wołał hydraulika – wystarczyło mu jedno proste zaklęcie, a on sam nawet nie musiał wymawiać jego formułki. Kran sam się naprawiał.
Dzieci państwa Potter też były niezwykłe, ale na pierwszy rzut oka wyglądały jak normalne, biegające i szczęśliwe dzieci. Dziewczynka, najmłodsza z rodzeństwa, dużo czasu spędzała w ogrodzie na huśtawce czy w domku, który zbudowała wraz z braćmi i tatą. Lubiła się huśtać i udawać, że lata, tak jak robili to jej bracia. A przynajmniej jeden z nich. Najstarszy z dzieci Potterów robił niesamowite rzeczy z najzwyklejszą rzeczą domową – miotłą. Po prostu wsiadał na nią i unosił się w górę bez żadnych wspomagaczy. Latał nad głowami swojej rodziny, a kiedy mama nie widziała, sadzał przed sobą na miotle siostrę i robił z nią kilka okrążeń w okół domu. Potem mówili, że będzie ich to mała tajemnica. Takich tajemnic przed rodzicami mieli już wiele, a jeszcze więcej razy pani Potter przyłapywała ich na zabawie i zabierała synowi miotłę – bała się o córkę, która według niej była jeszcze za mała na latanie na miotle. Najzwyklejszy wydawał się być średni syn, chłopiec bardzo spokojny i cichy, dopóki w pobliżu nie było jego rodzeństwa. Potrafił siedzieć w domku na drzewie całe dnie i czytać różne książki – takie z ruszającymi się fotografiami oraz takie zupełnie normalne, powieści pisane przez niemagicznych ludzi, które porywały go do swojego świata. Zazwyczaj w najciekawszym momencie książki w domku pojawiał się starszy brat i młodsza siostra, która swoim śmiechem i sprawnym rączkami zabierała bratu książkę sprzed nosa i zmuszała go do zabawy. Domek na drzewie był na tyle duży, że mógłby pomieścić dzieci z całej ulicy, chociaż był zbudowany na czterech gałęziach nie wielkiego drzewa. Zaklęcie zmniejszające wyjątkowo dobrze udało się panu Potterowi.
Ta rodzina dzisiaj była wyjątkowo zabiegana i niespokojna. Pani Potter co chwilę pytała dzieci, czy wszystko mają i po kolei sprawdzała im walizki. Najstarszy syn cały czas przypominał mamie, że gdyby czegoś zapomnieli zawsze mogliby im wysłać to pocztą. Pan Potter był najmniej nerwowy. Rozmawiał ze średnim synem o ostatnich mistrzostwach świata w Quidditchu, na które wybrali się w te wakacje. Nikt nie zauważał najbardziej zdenerwowanej swoim pierwszym rokiem w szkole dziewczynki, która siedziała w swoim pokoju i skubała zielony sweter ze zdenerwowania. A co, jeżeli nie przydzielą jej do Gryffindoru? Tak bardzo chciałaby być w Gryffindorze! Mimo tego, że w Slytherinie był jej drugi brat, to tak bardzo chciałaby chodzić do domu z najstarszym bratem... może nie ma w sobie na tyle Gryfońskich cech i odwagi, jeżeli boi się Ceremonii Przydziału? Niech przestanie się denerwować i stawi czoło temu zadaniu! To jej pierwszy ważny krok w Hogwarcie – Ceremonia.
- Lily, jesteś już gotowa? – krzyknęła do niej matka z dołu, a dziewczynka podniosła głowę i spojrzała dumnie w drzwi. Wstała, chwyciła rączkę kufra, który jeszcze nie miał żadnego godła na klapie, otworzyła drzwi i pociągnęła za sobą ciężki od książek, kociołka i innych ważnych przyborów w szkole rzeczy. Ciągnęła go dwiema rączkami, kiedy podbiegł do niej dużo wyższy od niej jej czternastoletni brat i uśmiechnął się szeroko.
- Daj mała, pomogę Ci – mówiąc to wziął kufer w jedną rękę i zniósł go po schodach. Lily patrzyła na brata z wdzięcznością i zbiegła po schodach za nim.
- Macie wszystko? – zapytała po raz kolejny dzisiaj Ginny Potter, a jej najstarszy syn wywrócił zielonymi oczami.
- Tak, mamo, pytasz dzisiaj z czterdziesty raz – powiedział trzymając w rękach dwa kufry-swój i Lily. Ginny spojrzała na syna.
- I będę pytać do skutku, James, moim obowiązkiem jest się was pytać o to samo niezliczoną ilość razy. No, jedziemy, nie ma na co czekać. – powiedziała i otworzyła drzwi przed rodziną. Przed domem stał już zaparkowany i całkowicie odnowiony Ford Anglia, którego Harry Potter dostał od swojego najlepszego przyjaciela Rona. Ford był swego czasu bardzo przydatny i do dzisiaj pamiętał rok, w którym leciał z Ronem do Hogwartu bo coś zablokowało wejście na peron 9 i ¾ . Teraz Ford przeszedł całkowitą metamorfozę. Miał czerwony lakier, odnowioną tapicerkę i światła, wymieniony silnik i dopalacz niewidzialności. Był tak samo zwyczajny jak rodzina Potter – tylko z zewnątrz.
Kiedy wszyscy zapakowali swoje kufry do bagażnika, zaczęli wsiadać do samochodu. Lily siedziała na środku gnieciona przez swoich starszych i większych braci. Harry usiadł na miejscu kierowcy, zapalił silnik i.... nie ruszył ulicą, tylko zaczął się unosić. Nie było to nic nowego dla dzieci Potterów, więc nie było słychać żadnego zdziwienia czy zafascynowania. Zupełnie, jakby była to normalna wycieczka rodzinna, na którą nikt nie chce jechać z wyjątkiem pana domu.
Po godzinie lotu znaleźli się na dworcu King’s Cross w Londynie. Kiedy się wypakowali, zaczęli przechodzić przez ścianę pomiędzy peronem 9 a 10. Państwo Potter nawet na dworcu nie wyglądali normalnie – mieli wózki z wieloma kuframi z dziwnymi godłami a jeden to miał nawet klatkę z sową.
Znajdując się na peronie 9 i ¾ od razu można było poczuć magię wiszącą w powietrzu. Niektórzy studenci Hogwartu byli poubierani w czarne, długie szaty z akcentami kolorystycznymi przypadającymi pod ich dom, inni wraz z rodzicami siedzieli przy pociągu i rozmawiali a inni tacy jak Lily stali i denerwowali się Ceremonią Przydziału. Wielu uczniów też rozglądało się za swoimi przyjaciółmi, których nie widzieli przez całe lato – to samo robił James. Kiedy przekroczył granicę dzielącą go od mugolskiego świata zaczął rozglądać się za czupryną czarnych włosów.
Nieliczni nawet wyróżniali się w śród tak wielu niezwykłych ludzi. Po prostu nosili kolorowe włosy.
- Teddy! – krzyknął nagle Harry Potter i zaczął machać ręką. Po chwili obok nich zjawił się wysoki chłopak, bardzo szczupły, ale uśmiechnięty i promieniujący życiem. Na sobie miał nie pełny mundurek Hogwartu, składający się ze spodni, białej koszuli nie zapiętej pod szyją i wyjętej ze spodni oraz z nie dokładnie zawiązanego krawata w kolorach żółto czarnych. Na nogach miał czarne trampki, przez ramię przełożoną torbę a przez torbę szatę z żółtymi akcentami i godłem Hufflepuffu na piersi. Miał ciemno turkusowe włosy i cały czas się uśmiechał.
- Hej, miło was w końcu zobaczyć – powiedział Teddy i poczochrał włosy Albusa Pottera, który nie do końca był z tego zadowolony.
James nie wiedział, gdzie Teddy podziewał się całe lato. Tak naprawdę nikt nie wiedział, ale Harry uznał, że jest dorosły i może mieć swoje sprawy. Nie musiał wszystkiego im mówić zwłaszcza, że nie byli w żaden sposób spokrewnieni.
- Dobrze wyglądasz, Teddy. Wypocząłeś? – zapytała Ginny patrząc na Lupina i jednocześnie poprawiając mu kołnierzyk od koszuli. Był to typowo matczyny gest, którego Ginny nie mogła już opanować. Teddy zdawał się nawet tego nie zauważyć, tylko patrzył na małą i nieco zdenerwowaną Lily.
- Hej Lily, jak się masz? – zapytał i podziękował Ginny uśmiechem zwinnie wydobywając się z jej rąk. Zniżył się do poziomu rudowłosej dziewczynki i zaczął ją pocieszać i uspokajać. Mówił, że nie potrzebnie się denerwuje i na pewno trafi do domu, do którego będzie chciała. Wymieniał przy tym zalety reszty domów, nie pomijając oczywiście swojego własnego.
James był święcie przekonany, że Lily nie słucha Teddy’ego, tylko po prostu sprawia takie wrażenie. Wie, że chce być w Gryffindorze i żaden inny dom jej w taki sam sposób nie zadowoli. Był pewien, że siostra dostanie się do wymarzonego domu, no po prostu to wiedział.
- James! – usłyszał znajomy głos osoby, której szukał od pojawienia się na peronie. Odwrócił się i uśmiechnął szeroko na widok swojego najlepszego przyjaciela, Alexandra Blacka. Alex urósł w te wakacje, był trochę wyższy od Jamesa. Miał dużo ciemniejsze włosy, ale prawie tak samo roztrzepane, oczy miał szare a cerę dość bladą – James stwierdził, że przyjaciel ma podkrążone oczy, jakby nie spał przez kilka nocy. Mimo to na twarzy miał znany wszystkim uśmiech, a na sobie miał jeszcze jeansy, trampki i czarny, zwykły t-shirt.
Chłopcy objęli się w przyjacielskim, braterskim niemalże uścisku a uśmiechy nie schodziły im z twarzy.
- Cześć, Alex – przywitał się Al, który zawsze lubił przyjaciela swojego brata. Wydawałoby się, że bardziej go szanował niż James’a. Poza tym, Black był zawsze przyjacielsko nastawiony do młodszego rodzeństwa swojego przyjaciela. Nie traktował Albusa jakoś inaczej, rozmawiali razem, żartowali i nawet nie przeszkadzała im różnica domów, w których się znajdowali. Z Lily było tak samo, chociaż Alex nie miał jeszcze okazji dobrze jej poznać – widział ją tyle ile bywał w domu Potterów, ale był pewien, że siostra Jamesa trafi do Gryffindoru. Wtedy będzie miał większe szanse na poznanie jej.
- Al, dobrze Cię widzieć, zdenerwowany przed powrotem do szkoły? Druga klasa, coś poważnego, pamiętam jak w drugiej klasie Twój brat i ja.... – zaczął Alex, ale James nie pozwolił mu skończyć.
- Dosyć Alex, nie zgotuj mojemu bratu takiego losu jak zdradzanie mu naszych tajemnic. Lepiej, żeby nikt się o tym nie dowiedział.
- O czym? – odezwała się Ginny i założyła ręce na piersiach.
James otworzył usta, żeby coś powiedzieć, ale w tym samym czasie pociąg dał o sobie znać. Czas wsiadać, więc wymigał się od odpowiedzi na pytanie matki.
Trójka dzieci Potterów pożegnała się z rodzicami. Harry spojrzał na Teddy’ego, który patrzył gdzieś w dal, w jedno miejsce, bardzo zamyślony.
- Teddy? Teddy! – odezwał się głośniej pan Potter, póki Ted się nie otrząsnął z rozmyślań.
- Co, tak? – spojrzał na wujka (Harry przyzwyczaił Teddy’ego do mówienia mu po imieniu, ale ten co chwilę zmieniał sposób zwracania się)
- Mogę mieć do Ciebie prośbę? Miej oko na Lily. Wiem, że James postara się nią zająć, ale gdyby coś poszło nie tak, na przykład, gdyby nie trafiła do Gryffindoru to pomóż jej. Oczywiście nie przekładaj tego nad naukę do OWTM’ów. – Harry, jako ojciec chrzestny Teddy’ego czuł się w obowiązku przypomnieć mu o czekających go najważniejszych egzaminach kończących szkołę.
- Pewnie, możesz na mnie liczyć. – powiedział Teddy nie patrząc znowu na Harry’ego.
Pan Potter odwrócił wzrok w to samo miejsce. Dostrzegł nikogo innego jak tylko bratanicę jego żony, Victoire Weasley, w towarzystwie swojej młodszej siostry i brata. Śliczna Victoire jaśniała energią i władzą, widać, że SUM’y, które miała w zeszłym roku poszły jej bardzo dobrze. Harry nie wiedział, że Teddy’emu może spodobać się Victoire. Według niego kompletnie do siebie nie pasowali, ale może... może coś z tego będzie.
- Ekhm... Teddy, musisz chyba wsiadać – powiedział Harry a Ted znowu spojrzał w jego stronę.
- Tak, idę. Do zobaczenia – powiedział i pomachał im na pożegnanie idąc w kierunku pociągu.

Gdy pociąg zatrzymał się na przystanku w Hogwarcie, starsi uczniowie prefekci pootwierali drzwi od przedziałów i wagonów. Z jednego z nich po krótkiej chwili wyszedł James z Alexem a za nimi Louis i Hugo Weasley. Louis był bratem ślicznej Victorie i równie ślicznej Dominique, synem Fleur i Billa. Louis był najmłodszy z rodzeństwa, chodził teraz do trzeciej klasy. Hugo był w jego wieku, miał siostrę Rose w klasie Jamesa i Alexa. Mimo nie wielkiej różnicy wieku chłopcy świetnie się dogadywali – jako kuzyni byli bardzo zżyci.
Rose Weasley wysiadła z wagonu w towarzystwie swojej najlepszej przyjaciółki Katie Scamander z Ravenclaw’u. Rose opowiadała przyjaciółce o nowych taktykach w grze Quidditcha, które wykorzysta podczas meczu oraz o celu osiągnięcia najwyższych ocen z egzaminów końcowych. Rose bardzo skupiała się na nauce i tak jak jej matka Hermiona, nie ingerowała w swój wygląd. Miała dużo dłuższe włosy niż matka w jej wieku, ale tak samo puszyste i kręcone, kolor włosów Rose był taki jak jej ojca – płomienno rudy. Dziewczyna musiała często spinać włosy wsuwkami, żeby nie wpadały jej w oczy, a fryzura była jej znakiem rozpoznawczym.
Katie wydawała się być zainteresowana zupełnie czymś innym, w każdym razie na pewno nie słuchała swojej przyjaciółki. Krukonka miała długie, bardzo jasne włosy poskręcane na końcach i niebieskie oczy, była dość niska i szczupła a jej cera była jasna.
- Rose! Hej Rose! – dziewczyna usłyszała swoje imię i znajomy, dziewczęcy głos. Odwróciła się i zobaczyła swoją młodszą kuzynkę, Lily, która machała do niej z tłumu pierwszoklasistów. Rose uśmiechnęła się, rozejrzała, czy aby nikogo nie było i podeszła do kuzynki.
- Hej mała – poczochrała rude włosy kuzynki, które nie puszyły się tak, jak jej włosy – Jak tam? Jesteś zdenerwowana? Nie przejmuj się! Tiara na pewno przydzieli Cię tam, gdzie będziesz chciała.
- Chcę do Gryffindoru – powiedziała i posmutniała.
- Nie smuć się, na pewno trafisz do nas. Trzymam kciuki, muszę lecieć. Starsze klasy jadą powozami a wy płyniecie łodziami. Hagrid na pewno się wami dobrze zajmie – powiedziała, mrugnęła do kuzynki i pobiegła z powrotem za Katie, która kierowała się w stronę powozu.
Lily poznała w pociągu chłopca z brązowymi włosami, który nazywał się Anthony McLageen. Chłopiec był dla niej bardzo miły i przekonywał ją o dostaniu się do wymarzonego domu, a on sam chciałby również być w Gryffindorze, tak jak jego ojciec. Siedziała z nim całą drogę w przedziale i teraz siedziała obok niego w łódce, którą mieli popłynąć do Hogwartu.
- Najbardziej jestem podekscytowany nauką latania. To dopiero musi być super. Tata nie pozwolił mi latać z nim w wakacje, bo mama dostałaby zawału. Jest mugolem, więc jestem półkrwi. A Ty?
- Em... moi oboje rodzice są czarodziejami. – powiedziała Lily nie chcąc od razu zdradzać swojego nazwiska. Wiedziała, że to nazwisko wiąże ze sobą pewną popularność w szkole i wielkie oczekiwania, a ona nie koniecznie chciała pierwszego dnia zgrywać ważnej córki Harryego Pottera. James może i był inny, ale ona chociaż dzisiaj chciała mieć spokój.
- To fajnie, masz tutaj rodzeństwo? Ja jestem jedynakiem, ale nie narzekam na to. Lubię spokój.
- Mam dwóch starszych braci. Jeden z nich jest w Gryffindorze a drugi w Slytherinie. – odpowiedziała Lily patrząc na Anthony’ego, który jej zdaniem bardzo zabawnie się zachowywał, bo dużo mówił. Ona też należała do rozgadanych osób, ale w porównaniu z nim trudno było się połapać, co mówi i kiedy zmienia temat.
- To dziwne rozdzielenie rodzeństwa, nie? Kłócą się?
- Nie, pozostają w takich samych relacjach jak w domu. Kłócą się, ale jak bracia a nie rywalizujący uczniowie dwóch domów – uśmiechnęła się do niego. – Anthony czy... – nagle wpadło jej coś do głowy – wiesz co, masz długie i poważne imię, mogę mówić ci Tony?
Anthony spojrzał na nią zdziwiony, ale uśmiechnął się.
- Pewnie, nie ma problemu. Jestem głodny, ciekawe co będzie do jedzenia. Jak myślisz, jak wyglądają tu posiłki? – zapytał Tony.
- Moi bracia mówią, że jest właściwie wszystko co sobie wymarzysz.
- A budyń będzie?
- Em... nie wiem, czy budyń akurat będzie – roześmiała się i zanim się obejrzała, dopłynęli do odpowiedniego miejsca.
Powysiadali z łódek: Tony pomógł wysiąść Lily chwytając ją za ręce. Poszli z grupą przed drzwi Wielkiej Sali.
Lily rozejrzała się po wielkim korytarzu, który cały był z marmuru . Wydawało się, że jest tu zimno na pierwszy rzut oka, ale pozapalane wszędzie świece sprawiały, że w Zamku było ciepło i przyjemnie. Lily wyciągnęła szyję, żeby zobaczyć, czy uda jej się wyjrzeć na Wielką Salę, ale były zamknięte. Przed nimi stanęła wysoka i smukła kobieta ze zmarszczkami na twarzy, kocimi oczami, w kapeluszu z piórem i długiej, szmaragdowej szacie. Lily spojrzała na nią z zafascynowaniem – to musiała być profesor McGonagall! Jednocześnie nauczycielka transmutacji jak i dyrektorka szkoły po Albusie Dumbledore. Lily nie śmiała odwrócić od niej wzroku, bo mimo dość niewinnego wyglądu miała surową twarz i wzbudzała we wszystkich uczniach respekt. James świetnie ją opisał.
- Ustawcie się tu... tak – odezwała się rozradowanym głosem – Zaraz wejdziecie do Wielkiej Sali, ale zanim usiądziecie, odbędzie się Ceremonia Przydziału, która zadecyduje o tym, w którym domu będziecie się uczyć. Dom zastąpi wam rodzinę. Są cztery domy, które zwą się Gryffindor, Hufflepuff, Slytherin i Ravenclaw. Poczekajcie tu, zaraz po was przyjdę. – powiedziała i weszła do Wielkiej Sali. Lily przez dwie sekundy widziała środek Sali i już wtedy była pod wrażeniem.
- Rany, ta kobieta mnie niepokoi. – odezwał się Tony.
- A mnie wręcz przeciwnie – powiedziała Lily z uśmiechem. Przestała się nagle denerwować, sądząc, że jeżeli nawiązała tak łatwo przyjacielski stosunek z Tonym, to uda jej się to zrobić z każdym innym.
McGonagall wyszła po kilku chwilach i powiedziała, że czas zaczynać. Grupa pierwszoklasistów poszła za panią dyrektor.
Lily rozglądała się po Wielkiej Sali z zafascynowaniem. Była pewna, że jest dużo mniejsza. Na środku stały cztery stoły, każdy należał do jednego domu. Nad stołami aż do sufitu latały zapalone świece a sufit był zaczarowany, żeby wyglądał jak niebo w nocy. Zatrzymali się przed dwoma stopniami, a na podeście stał stołek z wysoką, czarną i starą czapką.
- Gdy kogoś wyczytam niech podejdzie tutaj, a dowie się, w którym domu przypadnie mu się uczyć. – powiedziała profesor McGonagall i wyczytała pierwsze nazwisko.
Zdenerwowana dziewczynka usiadła na stołku i kiedy Tiara Przydziału się odezwała skrzeczącym i jednocześnie zachrypniętym głosem i wykrzyknęła „Hufflepuff!”, co spowodowało wybuch oklasków i radości przy jednym stole. Lily wiedziała, że przy tym stole siedzi Teddy Lupin i cieszy się razem ze wszystkimi.
- Lily Potter – odezwała się profesor McGonagall po kilku minutach przydzielania innych uczniów. Lily otrząsnęła się i przełknęła głośno ślinę. Czuła na sobie spojrzenie wszystkich pierwszoklasistów, a w tym Tony’ego, który mógłby mieć pretensje o to, że nie powiedziała, kim są jej rodzice. Ale nie mógł jej winić.
Rudowłosa dziewczynka wspięła się po dwóch schodkach i podeszła do stołka. Usiadła na nim i w momencie, w którym Tiara Przydziału dotknęła jej głowy, zaczęła mówić:
- Ach, Potter! Cudownie! Zobaczmy, co masz w głowie... mnóstwo odwagi, oczywiście, masz ogromny i otwarty umysł, co mógłby zaważyć nad decyzją przydzielenia Cię do domu Ravenclaw, ale zdecydowanie można przypisać Ci wiele cech Gryfona, więc... więc niech będzie GRYFFINDOR! – przy stole Gryfonów zabrzmiały oklaski, ktoś gwizdał, James wstał i klaskał razem ze wszystkimi a Lily uwolniona od Tiary zbiegła ze schodków i podbiegła do stołu, przy którym siedział jej brat.
  • awatar Harry Potter ♣ Next Generation: @Stejsi123: dziękuję za miły komentarz (: Miło wiedzieć, że ktoś czyta moje wypociny i nawet się komuś podobają (: Co prawda, długo nic nie pisałam w tym temacie, ale chyba jednak postanowię kontynuować (;
  • awatar Stejsi123: Wow! Szczerze, jestem zachwycona tym opowiadaniem! Bardzo podoba mi się twój styl pisania, opisywanie postaci i to jak potrafisz przejść z opowiadania od jednej osoby do drugiej (o ile wiesz co mam na myśli ;) ) Mam nadzieję, że dalej będziesz pisać :D. Z niecierpliwością czekam na kolejny rozdział :). Pozdrawiam
  • awatar Potterwarta: Świetne :D Czekam na następny rozdział ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Rose Weasley -

urodzona 25 czerwca 2001 roku jako pierwsza z dwójki dzieci Hermiony i Rona Weasley. Rose jest w wieku James'a, więc bardzo dobrze się z nim dogaduje pomimo wielkiej różnicy charakterów. Rose jest bardzo podobna do matki - ma otwarty i czysty umysł, skupia się głównie na nauce i zawsze ma mało czasu, cały czas się gdzieś spieszy.
Rose ma rude włosy, bardzo puszyste i kręcone oraz orzechowe oczy. Jest ścigającą w drużynie Qudditcha, co zostało potraktowane okrzykiem zdziwienia ze strony jej matki oraz radości ze strony ojca. Rose mniej skupia się jednak na treningach - woli się uczyć. Jej najmniej ulubionym zajęciem jest wróżbiarstwo.
Różdżka Rose jest długa na trzynaście cali, zrobiona jest z grabu i posiada włókno z pióra feniksa. Jest sztywna i dobra do rzucania uroków.
Patronusem Rose jest lis a boginem upadek z miotły.





Scorpius Malfoy -

urodzony 1 grudnia 2001 roku, pierwszy i jedyny syn Draco i Astorii Malfoy. Scorpius jest w wieku James'a i Rose, nienawidzi Pottera tak bardzo jak on nienawidzi jego. Scorpius jest nieco inny niż jego ojciec - nie stawia wszystkiego pod siebie, lubi wyzwania i zawalczyć o swoje. Ma problem z przyznaniem się do winy, należy do Klubu Pojedynków, jest szukającym w drużynie Slytherinu. Jest bardzo podobny do ojca z wyglądu - ma bardzo jasne włosy, bardziej roztrzepane niż miał je Draco, oraz zimne, niebieskie oczy. Ma bladą skórę, jest wysoki jak na swój wiek i szczupły.
Różdżka Scorpiusa posiada włókno ze smoczego serca, jest długa na trzynaście cali i zrobiona z brzozy, sztywna. Patronusem Scorpiusa jest Szakal a jego boginem - śmierć rodziców.
Scorpius uważa, że młodszy brat James'a, Albus, jest dużo bardziej w porządku i w żartach mówi, że został on podrzucony albo podmieniony. Twierdzi, że da się z nim rozmawiać, ale nigdy się z nim nie przyjaźnił - uważał, że jako czwartoklasista nie będzie trzymał się z drugoklasistami.







Alexander Black* -

urodzony 31 sierpnia 2001 roku w Londynie. Jest nie ślubnym wnukiem Syriusza Blacka i przechodził trudne dzieciństwo w domu rodzinnym. Alex został przydzielony do Gryffindoru i jako wnuk Syriusza został przyjęty do domu Potterów z otwartymi ramionami. Alex jest bardzo podobny do Syriusza, jak przyznał Harry. Ma rozczochrane, czarne włosy, szare, dość smutne oczy oraz zawadiacki uśmiech. Alex jest najlepszym przyjacielem James'a i jako jeden z niewielu wie o Mapie Huncwotów, którą Potter zabrał z biurka Harry'ego.
Alex ma różdżkę z włókna z serca smoka, zrobiona jest z dębu, trzynastocalowa i dobra do rzucania uroków. Patronusem Alexa jest wilk a boginem - śmierć przyjaciół. Black potrafi zmienić się w wilka, więc jest animagiem.





* jest to moja postać i prosiłabym o nie kopiowanie jej
 

 
James Syriusz Potter -

urodził się 1 sierpnia 2001 roku w Dolinie Godryka jako pierwsze z trójki dzieci Harry'ego i Ginny Potter. James otrzymał imiona po ojcu i ojcu chrzestnym Harryego, więc jest zdecydowanie urodzonym Huncwotem. James jest na czwartym roku w Szkole Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie, a Tiara Przydziału zdecydowała się przydzielić go do Gryffindoru.
James ma czarne, sterczące na wszystkie strony włosy, które pod światło mogą się wydawać lekko miedziane. Ma on zielone oczy po ojcu i nosi szkła kontaktowe, w ostateczności decydując się na okulary.
James jest szukającym drużyny Gryffindoru, planuje zostać kapitanem. Ma dójkę rodzeństwa, jego najlepszymi przyjaciółmi są Alex Black, Louis i Hugo Weasleyowie. James bardzo lubi starszego od siebie o trzy lata Teddy'ego Lupina, którego traktuje jak brata.
Uważa, że jego największym wrogiem jest i będzie Scorpius Malfoy.
Jego różdżka to czternastocalowa wić z włóknem pióra feniksa z klonu, bardzo dobra do transmutacji.
Boginem James'a jest dementor a jego patronusem - jeleń, co nie jest dziwne zważając na jego pochodzenie.
Bywa arogancki, uszczypliwy, cyniczny i często chodzi po korytarzach pewny siebie. Najbardziej ze wszystkich zajęć nie lubi Opieki nad Magicznymi Stworzeniami.






Albus Severus Potter -
urodzony 31 grudnia 2003 roku w Dolinie Godryka jako drugi syn i dziecko Potterów. Al nosi imiona po dwóch wielkich dyrektorach Hogwartu, z których jeden był w Gryffindorze a drugi w Slytherinie. Obawiał się decyzji Tiary Przydziału - nie chciał trafić do Slytherinu, ale tak się stało. Jak się okazało, Dom Węża z otwartym sercem i umysłem przyjął pod swoje skrzydła członka rodziny Potterów a sam Albus zaczął dobrze czuć się w towarzystwie kolegów z domu. Uważa, że to dobra izolacja od starszego i lepszego we wszystkim brata.
Albus ma czarne, ułożone włosy i zielone oczy. Jest bardziej podobny do Harry'ego niż James, ale nie nosi okularów.
Albus jest na drugim roku i nie potrafi wyczarować jeszcze patronusa, nie miał też zajęć z boginami. Jego ulubionymi zajęciami są Eliksiry i Obrona Przed Czarną Magią. Nie lata na miotle, więc nie należy do drużyny Slytherinu, woli skupiać się na nauce.
Al ma różdżkę z włóknem ze smoczego serca, długą na czternaście i pół cala, giętką i zrobioną z drzewa różanego.



Lily Luna Potter -
urodzona 4 kwietnia 2004 roku w Dolinie Godryka jako jedyna córka Potterów. Lily z całego rodzeństwa jest najbardziej podobna do matki - ma rude włosy i orzechowe oczy, jest delikatnej budowy. Lily jest na pierwszym roku w Hogwarcie i została przydzielona do Gryffindoru, z czego bardzo się ucieszyła, zważając na James'a, który zawsze był dla niej wzorem do naśladowania.
Lily otrzymała różdżkę trzynastocalową z klonu z włóknem włosa jednorożca oraz sztywną. Lily na pierwszym roku bardzo skupia się na nauce, wydaje się, że zostanie bardzo dobrą uczennicą. Lily często się śmieje i uśmiecha, wzbudza troskę w swoim najstarszym bracie.



Ted Lupin -
urodzony 29 maja 1998 roku jako jedyne dziecko Remusa i Nimfadory Lupin. Teddy nigdy nie poznał swoich rodziców, ponieważ zginęli w Bitwie o Hogwart, kiedy ten miał zaledwie dwa tygodnie. Harry został jego ojcem chrzestnym, więc wziął na siebie częściowo wychowanie Teddy'ego.
Już od pierwszych tygodni życia było wiadomo, że Ted odziedziczył zdolność metamorfomagii po matce. Wiadomo jednak na pewno, że nie jest wilkołakiem. Ted został przydzielony przez Tiarę Przydziału do Hufflepuffu i stał się bardzo pilnym uczniem. Nie brakowało mu jednak chęci rozrabiania i uroku osobistego. Jedyną rzeczą, jaką nie może zmienić w swoim wyglądzie jest kolor oczu, tak bardzo przypominający oczy jego ojca. Ted często ma na głowie kolorowe włosy.
Jest jak brat dla potomstwa Potterów i czuje się tam jak w rodzinie.
Patronus Teddy'ego przybiera różne formy - czasami jest to wilkołak a czasami nie przybiera żadnego kształtu, tak jak patronus Remusa. Jest jedynym uczniem, na widok którego bogin nie wie, jaką ma przybrać postać.
Teddy jest osobą pamiętliwą i walczącą o swoje, posiada wiele cech Gryfońskich. Często nosi przy sobie fotografię rodziców i przysięga sobie zemstę.
Jest zakochany w młodszej o rok, ślicznej Victoire Weasley.
Ma różdżkę z włókna smoczego serca, dębu, sztywną, dobrą do transmutacji i czternastocalową.





Victoire Weasley -
urodzona 1 maja 1999 roku w Muszelce jako pierwsze dziecko Fleur i Billa Weasley. Vicky nadano imię prawdopodobnie na cześć wygranej Bitwy z Voldemortem.
Jest ona w jednej ósmej wilą, więc minimalnie potrafi zmienić swój wygląd, przyciąga też wzrok mnóstwa chłopców i dziewcząt, tak, jak jej matka. Victoire jako jedna z nie wielu Weasleyów nie ma rudych włosów - jej włosy mają barwę miodu, opadają jej do połowy pleców a kolor oczu jest nieodgarnięty - Teddy uważa, że kolor jej oczu zmienia się jak w kalejdoskopie.
Została przydzielona do Gryffindoru, ma różdżkę z włóknem z włosa wili, trzynastocalową, z drzewa różanego i bardzo dobrą do zaklęć. Patronusem Victoire jest papuga nimfa a boginem pająk.





 

 
Witam!
No, to mamy już za sobą. Ja jestem M. i chcę dzisiaj wyjść na światło dzienne z moimi wypocinami sprzed kilku lat. Wiecie, ludzie piszą fanficki, opowiadania a potem wstawiają je na bloga. Ze mną było trochę inaczej. Ze trzy, cztery lata temu pisałam ff o Harry'm Potterze wyłącznie dla ludzi, którzy są mi bliscy i których interesowałoby to, co akurat napisałam. Było ich aż dwie. Potem ktoś namawiał mnie do wstawienia tego do internetu. Wahałam się przez kilka lat i dzisiaj postanowiłam wyciągnąć to z szuflady.
Są ludzie, którzy kochają Harryego Pottera i ludzie, których on kompletnie nie interesuje. Ja nie należę do żadnej z tych grup - ja jestem Potterhead, czyli tą "wieloletnią fanką Pottera". Byłam nią zanim jeszcze wiedziałam, że coś takiego istnieje. No i pisałam ff zanim się dowiedziałam, że to ff (;
Tak czy owak, postanowiłam w końcu wstawić coś swojego do miejsca, w którym i tak pozostanę mega anonimowa. Będę podpisywać się tutaj jako M. czyli jako pierwsza litera mojego imienia. Tak, jestem dziewczyną (;
Nazwa mojego minibloga powinna wam uświadomić, o której części pokoleń Harryego Pottera będzie moje opowiadanie - otóż mam zamiar napisać coś o następnym pokoleniu, czyli o potomstwie naszych ulubionych bohaterów. Tak naprawdę nazwa jest tylko nazwą i Harryego będzie tam tyle co nic, ale jestem pewna, że pokochamy jego synów i dzieci reszty bohaterów taką samą pełnią serca jak poprzednich.
Zastanawiam się, i chyba nie będę tego pisać tutaj, tylko założę blogspota. Tutaj będę wstawiać posty związane z HP, moje przemyślenia, dyskusje, zdjęcia i arty oraz powiadamiać was o nowych rozdziałach. Mam nadzieję, że będzie trochę komentarzy, bo na tym chyba najbardziej mi zależy dzisiaj zacznę od przedstawienia wam postaci, które będę chciała umieścić w opowiadaniu a rozdziały zacznę pisać i poprawiać od dzisiejszej nocy.
Pozdrawiam i Koniec Psot